Mimo, iż nasze życie jest nieprzewidywalne często działamy tak jakbyśmy byli w stanie jasno stwierdzić co i kiedy nastąpi. Jedni stawiają sobie cele i zamykają się w bańce ich realizacji uporczywie odrzucając (i pomstując na) zmieniający się świat. Inni chętnie się adaptują i rozwijają swoje pomysły budując na zdobytym doświadczeniu i szansach jakie postawił przed nimi los. Ci pierwsi mogą zostać potraktowani jako nieelastyczni i uparci. Tych drugich można nazwać niekonsekwentnymi oportunistami. A może jednak warto znaleźć balans pomiędzy tymi postawami? Zastanówmy się jak realizować cele, które sobie stawiamy. Zarówno te wielkie jak i te małe.

Historia pewnej dziewczynki

Kiedy ma 5 lat marzy o tym by zostać „wojskowym”. Elegancki mundur, dyscyplina, pomaganie innym – to jej imponuje. Dorastając uznaje, że czołganie się w błocie i pocenie na poligonie nie jest dla niej. Za to literatura anglojęzyczna – jak najbardziej! I tak, z pomysłem zostania wykładowcą akademickim, wstępuje w szeregi studentów filologii. Żeby sobie dorobić podejmuje pracę w firmie produkującej interaktywne podręczniki do nauki języka angielskiego. Tam okazuje się, że ma oko do szczegółów i nieźle analizuje. Po kilku tygodniach pracy zaczyna pisać pierwszą specyfikację funkcjonalną (tak, pracuje w Waterfallu 🙂 ). Z działu analiz trafia do testowania (bo jest „upierdliwa i się czepia”), a stamtąd – już w innej firmie – do scrum masterowania. Realizacja celów to nie jest jej mocna strona, w końcu nie zasiliła szeregów Wojska Polskiego. Z drugiej strony, może jednak osiągnęła sukces dopasowując swoje predyspozycje do szans oferowanych przez los?

Sama twierdzi, że ze swoich decyzji jest bardzo zadowolona. Dzięki agresywnemu poszukiwaniu swojej drogi wykonuje ciekawą pracę i pomaga innym. Nauczyła się przy tym stopniowo realizować cele. Ma na imię Patrycja i prowadzi tę stronę 🙂 .

Cele wielkie i małe

Opowiadając moją historię ujawniłam jakie „wielkie cele” roztaczałam przed sobą na poszczególnych etapach dorastania. Używam określenia „wielkie cele” by zwrócić Twoją uwagę na ich rozmach: ich realizacja wymaga zbudowania planu, który będzie realizowany przez lata. Przy okazji zmusi swego wykonawcę do wyrzeczeń i dyscypliny. Część z osób zaciśnie zęby i taki wielki cel zrealizuje (np. wygra Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego). Część się zniechęci i zatrzaśnie w poczuciu beznadziejności. Część stwierdzi, że to nie dla nich i zaprojektuje dla siebie inny cel. Te „wielkie cele” można nazwać powołaniem – dotyczą one nie tyle osiągnięcia sukcesu co pomysłu na siebie i nadaniu wartości naszemu życiu. Wyznaczaniu sobie “wielkich celu”  towarzyszy ciche założenie, że przez te wszystkie lata świat nie zmieni się na tyle by nasze przestały one mieć sens.

Codziennie rano stajemy przed wyzwaniem by mądrze przeżyć dzień i by sprawić by przybliżył nas do „małego celu”, który sobie postawiliśmy. Taki „mały cel” wymaga stworzenia planu, który jest krótkoterminowy (zwykle miesięczny, czasem kwartalny, rzadziej roczny) i w miarę precyzyjnie określony. Taki „mały cel” daje się szybko zweryfikować (osiągnięty lub też nie) oraz dostarcza sporo wiedzy i doświadczenia. O ile „wielkim celem” może być zwycięstwo w Konkursie Wieniawskiego (na które trzeba zapracować latami sumiennego ćwiczenia), o tyle takim „małym celem” może być nauka języka obcego (codziennie przez 30 minut), bieganie trzy razy w tygodniu, przeczytanie przynajmniej jednej książki miesięcznie, stworzenie i utrzymanie (kolejnego) bloga o Agile :-).

Czy mój cel… wciąż ma sens?

W przypadku „wielkich celów” czyha na nas wiele niewiadomych. Wiąże się to z tym, że nie potrafimy przewidywać przyszłości a złożoność świata jest nieokiełznana. Przypominają nam o tym boleśnie Czarne Łabędzie – zdarzenia mało prawdopodobne, które jednak się zdarzają. Celów takiego kalibru nie da się określić raz i na zawsze ponieważ przez całe życie się uczymy i – mniej lub bardziej – adaptujemy do ograniczeń stawianych nam przez rzeczywistość. Celowością zajmował się już Arystoteles. Współcześnie pisze o niej m.in. Nassim Nicholas Taleb:

Błędem teleologicznym będziemy nazywać złudzenie, że wiecie dokładnie, dokąd zmierzacie, i wiecie dokładnie, dokąd zmierzaliście w przeszłości, oraz że w przeszłości inni ludzie odnieśli sukces dlatego, że wiedzieli, dokąd zmierzali.

Racjonalny włóczęga (Autor używa na określenie włóczęgi francuskiego słowa flâneur) to człowiek, który w odróżnieniu od turysty po każdym kroku koryguje swój plan podróży, żeby móc chłonąć otaczającą rzeczywistość na podstawie nowych informacji. (…) Włóczęga nie jest niewolnikiem planu, który w obliczu nowych danych przestaje mieć sens. Turystyka, faktyczna lub metaforyczna, jest przepojona złudzeniem teleologicznym; zakłada, że człowiek ma pełną wiedzę, i zamyka go w sztywnych ramach planu. Włóczęga natomiast nieustannie i – co ma kluczowe znaczenie – racjonalnie modyfikuje swoje cele, w miarę zdobywania nowych wiadomości.

Nassim Nicholas Taleb, Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy. Kurhaus, Warszawa 2015. Str. 226-227. Podkreślenie moje.

Życie jest nieprzewidywalne i obfituje w możliwości (opcje), z których można skorzystać. To od nas zależy jak dokładnie zaplanujemy swoje życie i czy zostawimy w nim miejsce na zmiany (albo na adaptację do zmian wymuszanych przez środowisko, w którym żyjemy). Również od nas zależy jak sobie skalkulujemy ryzyko zmian i jakie decyzje na tej podstawie podejmiemy (lub nie). Warto więc wiedzieć czego chcemy, ale raczej ogólnie, i nie zamykać się w sztywnych ramach planu, który rzeczywistość i tak zweryfikuje.

Elastyczność realizowania celów

W dalszej części tekstu Taleb szeroko opisuje „opcjonalność”. W skrócie: chodzi mu o to, by mądrze wykorzystywać możliwości jakie zauważamy i nie być głupio upartym w realizacji celów jakie sobie postawiliśmy. W poprzednim wpisie podkreślałam wagę wytrwałości w realizowaniu celów a teraz za Talebem mówię, że trzeba być elastycznym i wykorzystywać szanse. Brak konsekwencji? Nie. Zdrowy rozsądek. Warto być konsekwentnym, ale nie warto być „niewolnikiem planu” – a niewolnik to osoba, która nie ma wpływu na to co się z nią dzieje, lub też wpływ ma mocno ograniczony. Plan nie może stać się despotycznym tyranem, który kieruje naszymi decyzjami. Warto „racjonalnie modyfikować cele” w miarę zdobywania wiedzy, umiejętności, doświadczenia. Skoro całe życie się uczymy, to nie dajmy tej nauce iść w las.

Istnieje wiele dróg, które mogą nas doprowadzić do upragnionego celu

Czy w przypadku „małych celów” jest tak samo? Myślę, że tak. Z tym, że o wiele szybciej dowiemy się czy nasze decyzje były racjonalne czy realizowaliśmy cele, które – koniec końców – okazały się dla nas szkodliwe. Przykładowo: postanawiasz sprzedawać pietruszkę na targu, którą sam hodujesz na balkonie. Zakładasz działalność, wynajmujesz budkę na targu, miesięcznie jesteś lżejszy o dobre 2-3 tys. złotych. Zysk? 40 groszy dziennie. Znajomym mówisz, że chudniesz bo jesteś na diecie oczyszczającej.

Oczywiście powyższy przykład przerysowuje sytuację. Niemniej, jeśli uporczywie i bez zastanowienia brniemy w coś, co jest dla nas szkodliwe to trudno powiedzieć byśmy postępowali racjonalnie. W przypadku „wielkiego celu” o efekcie naszego uporu dowiemy się po latach. Oznacza to, że poświęcimy masę czasu na realizację celu, który niekoniecznie przyniesie nam pozytywne skutki. Poświęconego czasu nikt nam nie zwróci, tak samo jak możliwości, które poświęciliśmy na rzecz wybranego celu. Realizację celów „małych” łatwiej jest weryfikować (zajmują mniej czasu), a na podstawie tej weryfikacji – korygować obrany przez nas kurs.

Porozmawiaj… ze sobą!

W konsekwentnym realizowaniu swoich celów chodzi głównie o to by nie dać się rozproszyć. Słyszałam jak ktoś porównał skupienie na celu do wiązki światła lasera: jest ono maksymalnie skupione (nomen omen). Nasze skupienie ma na celu odrzucać wszelkie „przeszkadzajki”, które – jakkolwiek interesujące – nie przybliżają do jego realizacji. Dwa przykłady, o których słyszę najczęściej:

  1. Rzucamy się w wir realizacji celu. Rezerwujemy sobie na to czas i codziennie, konsekwentnie, realizujemy… Ale oto natrafiliśmy na fascynującą rzecz więc za nią podążamy. I po chwili trafiamy na jeszcze jedną… I kolejną… Mijają godziny, cel się nie przybliżył, a my cały czas i energię przekuliśmy na czytanie rzeczy interesujących ale nie wpływających na osiągnięcie celu.
  2. Narzucamy sobie pracę nad „małym” lub „wielkim celem” jako dodatek do codziennych obowiązków. Czy to jest środowisko, w którym możemy skupić się na celu? Raczej nie. Gdy już ogarniemy codzienność zostają nam resztki sił by zająć się realizacją celu. Czas mija, cel jest przed nami równie daleko jak był, my się frustrujemy i – zrezygnowani – o celu zapominamy.

Jak ograniczyć rozproszenia? Eksperymentując, jednocześnie zachowując priorytety na właściwych miejscach.

Można sobie pomóc regularnym sprawdzaniem postępu. Przykładowo, raz w tygodniu poświęcić pół godziny by wziąć kartkę, na której zapisaliśmy cel, popatrzeć na miniony tydzień i zadać sobie kilka pytań, np.:

  1. czy cel X wciąż jest dla ciebie ważny?
  2. po co chcesz osiągnąć ten cel?
  3. co w tym tygodniu zrobiłeś by ten cel zrealizować?
  4. co ci przeszkodziło w realizacji tego celu?
  5. co możesz zmienić by łatwiej ci było osiągnąć ten cel?
  6. czy realizacja celu X sprawia ci przyjemność i dlaczego?

W ten sposób będziemy mogli świadomie podejmować decyzje o kosztach jakie ponosimy oraz o tym w jaki sposób wykorzystujemy lub marnotrawimy posiadane zasoby (czas, relacje, pieniądze). Brzmi obciachowo? Spróbuj! To tylko pół godziny, podczas której możesz bardzo wiele zmienić.

Czy jesteś racjonalnym włóczęgą?

Konsekwentna realizacja celów będzie od nas wymagać podjęcia wielu decyzji. Będziemy też musieli niejednokrotnie zmienić pierwotny plan. To, że nasz cel i plan ewoluują jest jak najbardziej w porządku i wcale nie świadczy o tym, że jesteśmy niekonsekwentni. Oznacza to jedynie, że zachowujemy się racjonalnie i nie zamykamy się na możliwości (opcje), jakie napotykamy. By to stwierdzenie było prawdziwe należy spełnić jeden warunek: zmiany planu i celów nie mogą być efektem chwilowej fascynacji, mody czy humoru, lecz sumiennej analizy zysków i strat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.