Co wyniosłam z Agile Coach Camp 2018 #3

Agile Coach Camp (ACC) to jedno z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń na polskiej scenie Agile. Nie jest to konferencja per se – agendę budują uczestnicy na każdy z dni osobno. Sami zgłaszają tematy i formę poszczególnych “grzęd” (czyli slotów): ktoś prowadzi wykład, ktoś inny warsztat lub symulację, inni dyskutują. Wszyscy dzielą się praktyczną wiedzą. Dzięki temu powstaje szalony tygiel wymiany informacji, a wydarzenie każdorazowo jest niepowtarzalne i wyjątkowe. Jasne i proste reguły open space, otwartość, pokora, chęć nauki – to wszystko powoduje, że na ACC po prostu chce się wracać.

Nieco ponad tydzień temu wzięłam udział w ACCPL 2018 #3. Co z tego wydarzenia wzięłam dla siebie? Dużo wiary w ludzi, dumę z tego jak środowisko praktyków agile rozwinęło się przez ostatnie kilka lat, masę energii do działania i przemyślenia, których owoce poprawią jakość mojej pracy.

Aby przybliżyć Ci wartość merytoryczną ACC, postanowiłam wybrać trzy spośród 9 “grzęd”, w których brałam udział, i pokrótce je opisać.

Czyj to problem?

Rozwiązywanie konfliktów to umiejętność uniwersalna. Zarówno w pracy i w domu warto świadomie zdiagnozować sytuację i działać kojąco zamiast doprowadzić do wrzenia. Oczywista oczywistość. Tylko jak to zrobić?

Bożena Andrzejak zaprezentowała nam na kilku przykładach jak patrzeć na konflikt i co jest jego przyczyną. Otóż: są nią potrzeby. Konflikt zaczyna się od braku świadomości potrzeb. Tylko czyich? Przykładowo: mąż jest niezadowolony z częstych wyjazdów służbowych żony. Kto według Ciebie ma problem? Zastanów się chwilę i przyglądnij poniższym scenariuszom:

  1. to mąż ma problem, bo nie potrafi zaakceptować charakteru pracy żony,
  2. to żona ma problem, bo przed każdym wyjazdem sytuacja w domu jest napięta,
  3. oboje mają problem.

Postaw się teraz w sytuacji męża: Ty masz problem. Brakuje Ci obecności żony, denerwujesz się jej podróżą i tęsknisz za niedzielnym rosołem 😉 . Twoja potrzeba spędzania ze sobą więcej czasu jest regularnie niezaspokajana. Patrząc z perspektywy żony: to ona ma problem, bo jej potrzeba realizowania się w zawodzie jest zaspokajana, ale kosztem relacji z mężem.

U podłoża tej sytuacji leżą potrzeby. Szansą na porozumienie jest zwrócenie uwagi na potrzeby drugiej osoby. Jeśli zostaną one zlekceważone to na pewno napięcie będzie narastać i doprowadzi do poważnego konfliktu. Kiedy sytuacja zaczyna się zaogniać, warto zrobić krok wstecz i popatrzyć na nią z dystansu. Zrobić pierwszy krok do poznania i zrozumienia potrzeb drugiej osoby. Opowiedzieć o tym, co my widzimy. Możemy to zrobić używając takich technik jak:

  1. parafraza (czyli mówienie własnymi słowami tego, co właśnie usłyszeliśmy od drugiej strony),
  2. pytania otwarte,
  3. odzwierciedlanie (np. “widzę, że się denerwujesz gdy…,” “podnosisz głos gdy…”).

W rozwiązywaniu konfliktu ważna jest świadomość własnych potrzeb. Warto zastanowić się po co robimy to co robimy, co chcemy tym osiągnąć, oraz co będziemy mieć z tego, że osiągniemy zamierzony cel.

Więcej na ten temat można dowiedzieć się z książki “Komunikacja transformująca”. Trafiła już na moją listę lektur. 🙂

Konkrety, nie teoretyzowanie

Jedną z podstawowych (sztampowych?) lektur każdego Scrum Mastera czy Project Managera jest 5 dysfunkcji zespołu Patricka Lencioniego (ang. The Five Dysfunctions of a Team). Książka jest napisana w sposób niezwykle lekki, ale oferuje ogrom informacji, opisów sytuacji i zachowań, dzięki którym lepiej rozumiemy założenia Lencioniego. Są one zawarte w prostym rysunku, zwanym piramidą:

Flipczart z dyskusji nt. 5 dysfunkcji zespołu

Lencioni załączył do książki kwestionariusz, dzięki któremu można łatwo zdiagnozować dysfunkcje zespołu. Ale… Co z tego, że wiemy, że w zespole nie ma zaufania? Że zespół nie przywiązuje wagi do rezultatów swojej pracy? Co z tym zrobimy? Te pytania zadał Paweł Feliński z BrassWillow.

Nie tyle z tej sesji wyciągnęłam uporządkowanie sobie w głowie najróżniejszych narzędzi co przemyślenie: tyle tego jest, tylko… Po co?

Chcąc jak najszybciej nauczyć się nowych symulacji, zainspirować się, pokazać jak coś działa przemierzamy otchłań internetu i… może się tak zdarzyć, że zarzucamy zespół grami, zabawami, a rezultatów jak nie było tak nie ma. Kiedy “bo to fajne” przesłania odpowiedź na pytanie “po co?” możemy spodziewać się w najlepszym przypadku sympatii ze strony naszego zespołu, a w jednym z najgorszych – komentarzy nt. różnych form edukacji wczesnoszkolnej.

Mea culpa, w pierwszych miesiącach pracy jako Scrum Master popełniłam ten błąd. I jestem niezwykle wdzięczna mojemu zespołowi, że to wytrzymywał, dawał kulturalny feedback i pomógł mi zobaczyć te błędy.

Jeśli jednak nie masz tyle szczęścia co ja, to zastanów się czy faktycznie forma gier odpowiada Twojemu zespołowi, czy przynosi wartość, czy to odpowiedni czas i miejsce na dane ćwiczenie.

Co to jest community of practice?

Pracując w różnych organizacjach miałam styczność z różnymi communities of practice (CoP). Czym one są? W uproszczeniu to takie “kółka zainteresowań” wokół jakiejś dziedziny (np. testów, procesów, języka programowania), których członkowie spotykają się by wymienić się wiedzą. Jednak często organizacje formalizują istnienie tych społeczności i wymuszają ich istnienie. Zaraz zaraz… Czy to nie jest tak, że społeczności zawiązują się “same” w jakimś celu?

Zaproponowany przeze mnie temat rozpoczęliśmy dyskusją o tym jak wiele jest różnych sposobów organizacji CoP. Zdefiniowaliśmy też czym owa społeczność jest. Dzięki dalszej dyskusji wyłoniły się takie wnioski:

  • Podstawą istnienia community są relacje – zwykle chętnie jesteśmy częścią community, którego członkowie mają podobne zainteresowania, system wartości i dążą w tym samym celu; często też jest tak, że do community przyciąga nas świetna atmosfera
  • Community to zwykle paczka przyjaciół, do której mniej lub bardziej formalnie dołączają się inne osoby
  • Prężnie działające community potrzebuje lidera (lub grupy liderów) – osoby, która weźmie na siebie trudne zadania oraz da przykład innym
  • Communities wygasają gdy silny lider nie wychował sobie następców (lub jeśli sami nie wyrośli w tej grupie), którzy wzięliby na siebie ciężar najtrudniejszych (lub najnudniejszych) zadań
  • To, że communities po jakimś czasie się wypalają niekoniecznie musi być złe i traktowane jak porażka – może po prostu cel został osiągnięty albo członkowie community dostrzegli inne potrzeby?
  • Przy organizowaniu community warto zwrócić uwagę na nazwę: nie może być wykluczająca ani sprawiać wrażenia, że community to zamknięte “towarzystwo wzajemnej adoracji”
  • Community można traktować jak produkt i rozwijać je scrumowo 🙂
  • Aby zachęcić innych do uczestniczenia w community trzeba zadbać o odpowiednią reklamę organizowanych przedsięwzięć oraz efektów pracy

Dlaczego warto jechać na Agile Coach Camp… i nie tylko

Każda z wyżej opisanych sesji mogłaby zostać potraktowana osobnych artykułem. Postanowiłam jednak przekazać tylko część wiedzy i przemyśleń jakie wywiozłam z Krynicy. Dlaczego? By zachęcić Was do brania udziału ACC oraz w innych tego typu wydarzeniach. Korzyści z tego płynące to nie tylko nowa wiedza. To inspiracja, przemyślenia, być może zmiana dotychczasowych zachowań, a także wytrącenie z codziennej strefy komfortu.

One thought on “Co wyniosłam z Agile Coach Camp 2018 #3

  1. Dobre podsumowanie! W sensie poza mizianiem się wzajemnym jest też mienso (spisałem sobie do kapownika coś o konflikcie). Keep up the good work!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.